Wróć do bloga
Blog

STRASZNA NOC NA HOUSEBOACIE W KASZMIRZE

O 3:50 obudziły mnie kroki i krzyki. Siedziałem zamknięty w toalecie z taboretem w rękach do samoobrony. Do jakiego absurdu doszło i jakie lekcje można z tego wyciągnąć?

Spis treści
STRASZNA NOC NA HOUSEBOACIE W KASZMIRZE

Stan na: maj 2026

O 3:50 w nocy obudziły mnie kroki. Nie jeden człowiek. Kilku, w korytarzu tuż za drzwiami mojego pokoju.

Pod dachem zapaliło się światło. Ktoś krzyczał w języku, którego nie rozumiem. Domek, w którym spałem, drżał i bujał się na wodzie.

Byłem jedynym gościem. W drewnianej chacie na jeziorze, do której da się dostać tylko łódką.

Po ciemku wstałem z łóżka, ubrałem się. Wziąłem mały taboret stojący obok łóżka i zamknąłem się z nim toalecie.

Byłem pewien, że ktoś się włamał, żeby zrobić mi krzywdę.

Dla kogo jest ten tekst

Dla każdego, kto jedzie sam w obce miejsce, a zwłaszcza dla kogoś, kto dzień wcześniej miał naprawdę zły dzień. Ja miałem. Dlatego ta noc wyglądała tak, jak wyglądała.

Jeśli chcesz pominąć historię i przejść od razu do wniosków i rad, kliknij tutaj.

Dzień po Delhi

Do Kaszmiru przyleciałem prosto z Delhi. O swoich koszmarnych przeżyciach w stolicy Indii pisałem w jednym z poprzednich wpisów. Wciąż byłem w emocjach. Rano nie obudził mnie budzik, tylko dziwne dźwięki z zewnątrz. Pewien taksówkarz, któremu dałem swój numer dzień wcześniej, dzwonił do mnie na WhatsAppie od czwartej rano, bez przerwy. Do tego bałem się wyjść z hotelu.

W Srinagarze zrobiło się spokojniej. Łódką przypłynąłem do drewnianej altany, pływającej na jeziorze Dal. W środku był duży salon, za nim przylegający do ściany korytarz, a wzdłuż korytarza szeregowo pokoje. Każdy z własną łazienką. Zapłaciłem 64 zł za noc.

Gospodarze byli mili. Siedzieliśmy chwilę razem. Powiedzieli mi, że na ten moment jestem jedynym gościem w houseboacie. Wybrałem pokój jaki chciałem i poszedłem spać.

Nie zadałem jednego kluczowego pytania. Jak się później okazało, to pytanie kosztowało mnie tamtą noc.

Kroki o 3:50

Cały domek był z drewna i każdy krok niósł się przez niego jak w bębnie. Skrzypiał, drżał, a jak ktoś szedł szybciej, to bujał się na wodzie.

Obudziły mnie kroki i krzyki. Przez lukę między górnym końcem ściany pokoju, a dachem, zauważyłem, że zapaliło się światło w korytarzu. Kilka osób, z pięć jak nic, biegało w jedną i w drugą stronę. Krzyczeli. Drzwi się otwierały i zamykały. Nikt nie zważał na to, czy ktoś tu śpi.

Od razu połączyłem kropki.

Ktoś musiał się włamać. Albo okrada domek, albo przyjechał po mnie. Pamiętałem z tyłu głowy, że polskie MSZ nie zaleca podróży do tego regionu, bo to teren napięcia między Indiami a Pakistanem. Wiedziałem, że w przeszłości były tam zamachy.

Nie znałem języka, a w tle zaczęło grać nawoływanie do pierwszej modlitwy z pobliskiego meczetu. Standardowa część każdego poranka, ale na tamten moment nie miałem jeszcze pojęcia co to jest. Brzmiało jak obca, ciężka melodia, wpleciona w najgorszy możliwy moment.

Taboret, drzwi i okno

Zacząłem układać plan. Jedyną rzeczą w pokoju, którą mogłem się ewentualnie obronić, był mały nocny taboret, na którym leżał mój telefon. Wziąłem go i poszedłem z nim do łazienki. Zamknąłem się w niej.

Żeby się do mnie dostać, trzeba byłoby przejść przez dwoje drzwi. Jeśli ktoś złapie za klamkę pokoju, wybijam okno w łazience i skaczę do wody. Jeśli nie dam rady przez nie wyjść, walczę taboretem.

Siedziałem w toalecie z telefonem w ręku, żeby w razie czego napisać do kogoś w Polsce, że coś się dzieje. Nasłuchiwałem. Te 20 minut trwało wieczność i nic się nie zmieniało: bieganie, krzyki z drobnymi przerwami, jakieś drzwi, ktoś woła, nawoływanie z meczetu.

Telefon do gospodarza?

Jakimś cudem uznałem, że jest razem z nimi.

Nie wiem dlaczego. Tak podpowiadała mi intuicja. Wszyscy mówili w swoim języku, więc nie umiałem rozpoznać jego głosu, ale wydawało mi się, że on też tam jest. W głowie miałem dwa scenariusze: że oprowadza po chacie ludzi, którzy przyjechali coś na nim wymusić, albo że bierze udział w spisku przeciwko mnie.

Człowiek, który kilka godzin wcześniej dał mi pokój i opowiadał o swojej rodzinie.

Tak działa strach. Nie zadzwoniłbym do niego nawet wtedy, gdyby ktoś zapukał do moich drzwi. Chciałem, żeby moja obecność w tym domku po prostu przeszła bez echa.

Po 20 minutach głosy ucichły, światła zgasły, a dźwięk z meczetu dobiegł końca.

Rano

Miałem problem z zaśnięciem, ale zasnąłem. Kiedy rano wstałem i było już spokojnie, nie bałem się wyjść. Wiedziałem, że jeśli miałoby mi się coś stać, to by się już stało.

Wyszedłem na korytarz i nic nie widziałem. Dopiero przed domkiem zobaczyłem buty. Poukładane pary, obok moich. Tam przed wejściem ściąga się buty i zostawia przed domkiem, więc to były buty nowych gości.

Przyjechali w środku nocy, meldowali się, a gospodarz robił im check-in.

Poczułem się jak skończony idiota.

Strach zawsze wybiera najczarniejszą wersję

Nie brałem pod uwagę tego, że to mogą być goście. Ani przez milisekundę. Gdzieś na dnie głowy miałem zalążki zwyczajnych myśli: może ktoś przyjechał, może to personel. Ale te myśli nie zdążyły się nawet sformułować. Zanim powstały, były niszczone przez czarne scenariusze. Wersja „zagrożenie” zawsze wygrywała.

Strach nie przekłamuje rzeczywistości. On przypisuje jej interpretację. Kroki były prawdziwe. Krzyki były prawdziwe. Prawdziwe było bujanie się domku na wodzie. Fałszywa była tylko cała dorobiona do tego narracja.

I tej opowieści nie napisała noc w Kaszmirze. To były moje pierwsze dwie noce w Indiach, a podczas każdej z nich działy się rzeczy wprawiające mnie w skrajne przerażenie. Takich emocji nigdy wcześniej w życiu nie czułem, a tu miałem je dwa razy z rzędu. Delhi nastawiło mnie tak, że każda zwyczajna rzecz w obcym miejscu wyglądała jak zagrożenie.

Czy bez doświadczenia z Delhi zareagowałbym inaczej? Nie wiem. Pewnie też bym się przestraszył, bo sytuacja była naprawdę specyficzna. Ale wiem, że czasem zły dzień może nałożyć filtr na odbiór rzeczywistości. I nie widzisz miejsca takim, jakie jest, tylko takim, jakim zrobił je poprzedni dzień.

Zasady na kolejny raz

  1. Zapytaj gospodarza, czy ktoś jeszcze przyjeżdża. Jeśli jesteś jedynym gościem w obiekcie, dopytaj, czy i kiedy ktoś dojedzie. To jedno pytanie, a być może pozwoli spać spokojnie. Nie da się przygotować na wszystko, ale na to akurat tak.

  2. Zanim uwierzysz w najgorsze, wymyśl trzy zwyczajne wytłumaczenia. Nowi goście. Personel. Ktoś, kto wraca późno. Nie musisz w nie wierzyć. Chodzi o to, żeby czarne scenariusze miały konkurencję.

  3. W razie jakiejkolwiek wątpliwości dzwoń do gospodarza o każdej porze. Jesteś gościem, masz do tego prawo. Zapisz numer jeszcze przed snem. Ja tego nie zrobiłem, bo w panice uznałem go za wroga. Kiedy dzieje się coś podejrzanego, bałagan w głowie może utrudniać podejmowanie decyzji. Dlatego lepiej mieć gotową decyzję, niż zastanawiać się nad tym o 3:50.

  4. Nie oceniaj wszystkich miejsc jedną miarą. Zwłaszcza po złym dniu. Może po prostu miałeś pecha i tyle :)


Cały odcinek z Kaszmiru, razem z nocą na houseboacie, znajdziesz poniżej:

Pamiętaj, że ten tekst to tylko moje osobiste doświadczenia. Twoje mogą być inne!

Wesprzyj twórczość

Postaw mi kawę

Jeśli ten post był pomocny, możesz wrzucić coś na kawę — to pomaga mi tworzyć dalej.

Postaw kawę

Bądź na bieżąco

Dołącz do newslettera

Nowe wpisy, filmy i produkty prosto na maila. Bez harmonogramu, bez spamu. Tylko to, co zostaje poza kadrem.